Nie lubię czekać. Na przystankach przestępuje z nogi na nogę. W kolejkach brzydkie słowa na usta się cisną, gdy jakaś Pani rozważa czy lepsza guma miętowa czy truskawkowa, a ja czekać muszę i to nie krótko. Nie daj Boże, by ktoś na spotkanie spóźniony przyszedł.
Nie umiem czekać, choć staram się ze wszystkich sił. Gdy życie trochę ścieżki pogubiło i plany zmienić musiałam, uświadomiłam sobie jedną rzecz: przez najbliższe miesiące potrzebna mi będzie cierpliwość. Na początku, by w białych ścianach wytrzymać tydzień. Później, by ćwiczenia wykonywać i nie marudzić, że efektów nie ma. Trzeba będzie też czekać na moment, w którym do normy jakiejś to życie wróci. By pobiegać po lesie znów móc czy stołeczne ulice na rowerze przemierzać.
Wstrząśnięta-niezmieszana napisała, że trzeba siebie tworzyć.
Tak więc do zaleceń mam zamiar się stosować.
I ćwiczyć tą moją cierpliwość.
I uczyć się podejmować decyzje.
Te, które JA uważam za najlepsze.
czekanie uczy cierpliwości i jej Tobie życzę!
OdpowiedzUsuńRoguc śpiewał, że "czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas" - a tego Tobie zdecydowanie NIE życzę!