środa, 25 lipca 2012

slow down

Po kolejnym kilometrze oddech staje się cięższy, a myśli spokojniejsze. Emocje ulotniły się. Nie czuję gniewu, frustracji, bezradności. Sama wytyczam granice, sama podnoszę poprzeczkę. Układam w głowie plan na kolejny dzień,  miesiąc, rok. Próbuję znaleźć czas na kolejną książkę, płytę. Odnajduję się w samotności. W ciszy, która roztacza się wieczorem na moim balkonie. Zamykam oczy. Widzę wszystko takim, jakim chcę żeby było. Bez zbędnych utrudnień. Uczę się nie marnować czasu. Porządkować życie, by wprowadzić jak najwięcej spokoju. By móc realizować marzenia.

4 komentarze:

  1. Zawsze lepiej odnajdywałam się w samotności, teraz doceniam też chwile spędzone z innymi, bliskimi, są takie beztroskie i... szczęśliwe.

    Też uczę się spędzać czas produktywnie, uznałam, że to najlepsza sprawa jaką mogę dla siebie zrobić, to wyrobi we mnie nawyki, nauczy działania.

    Ciężko utrzymać uporządkowane życie, spokojne. Ciężko. Tyle bodźców, niespodziewanych zwrotów sytuacji, spontanicznych decyzji. Daleko mi do perfekcji, naiwnie wierzę, że jest możliwa.

    Pozdrawiam, życzę dobrej nocy!
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że produktywne spędzanie czasu to jedna z najlepszych rzeczy. Moi znajomi nierzadko nie dziwią mi się. Po co chcę się uczyć kolejnego języka w wakacje? Po co czytam, zaraz będzie film itd...

      Usuń
    2. Szału dostaję, gdy ktoś mi mówi, że nie ma po co czytać, bo i tak będzie film! Brr! Nie wiedzą, co tracą, a ja nie mam na tyle cierpliwości, żeby tłumaczyć dlaczego warto.

      Usuń