środa, 9 stycznia 2013

coś dla duszy, coś dla dupy...

Żarłoń akcje zrobiła. Kolektyw. Obserwowałam trochę i zazdrościłam po cichu. Dziś sama napisać postanowiłam. A co! Tak więc w środy będzie o czymś dla duszy i dla dupy...

Coś dla duszy

Kalendarz kupiłam. By dusza spokojnieć spać mogła, nie zamartwiając się sprawami zapomnianymi.
Czytam. Chwilowo opornie. Brak czasu dolega i zmęczenie powieki o 11 rano już zamyka. Szara Warszawa na duchu nie podnosi. Trzeba podźwignąć się samemu, na przykład "Like crazy" oglądając.

Coś dla dupy

Joga. Dzielnie wyginam się rankami, wierząc, że też duszy to pomoże przy okazji. I chlebek bananowy piekłam. Pyszny jak nigdy. I o zdrowie dbam więcej, bo co chwila coś nowego boli. 

5 komentarzy:

  1. Muszę przyznać, że dla dupy robię dokładnie to samo-ćwiczę jogę i piekę bananowy chlebek :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Jogą interesuje się od pewnego czasu. Zazdrościłam tym, którzy mieli siłę ćwiczyć, ale wtedy więcej obowiązków treningowych miałam.

      Już po tygodniu widać efekty. I plecy mniej bolą, a myśli jakieś lżejsze. :)

      Usuń
  3. tytuł postu mnie powalił ;p ale podoba mi się pomysł środowych wywodów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tytuł nie mój. Od Żarłonia (zywotzarlonia.blogspot.com) pożyczony ;)

      Usuń