Najwspanialsze przyjaźnie wiszą na włosku, w październiku pada śnieg, ukradli mi głos, przejmuję się tysiącami rzeczy, którymi przejmować się nie powinnam. Norma.
Pewnego mroźnego dnia, gdy kazali mi biegać kilometr na rozgrzewkę, Aleksandra widząc jak bardzo się męczę (przez chore gardło, nie brak kondycji) powiedziała mi coś, co stało się moją mantrą: To wszystko kiedyś minie.
Minie ten tydzień.
Minie ból gardła.
Minie melancholia.
Minie kolejna lekcja j. polskiego.
Minie wyczerpująca podróż autobusem.
Minie film, który oglądam z grzeczności.
Minie zima.
Minie moje nic-niechcenie.
P.S Natalko, ten specjalny post pojawi się w środowy wieczór, gdy będę miała czas napisać trochę więcej niż te kilka zdań.
Mam nadzieję że NIEKTÓRE rzeczy faktycznie kiedyś miną, np. niepewność, rozczarowanie, ból. Albo chociaż troszkę zelżały. c:
OdpowiedzUsuńNie ma sprawy, mi to zajęło bite dwie godziny, więc bez pośpiechu. :3
TO WSZYSTKO KIEDYŚ MINIE. Powtarzaj to sobie. Mimo dosyć pesymistycznego brzmienia pomaga. :)
UsuńCholera, gorzej, że czas też mija. Stanąłby - choć na chwilę. Pogapił się. Jak ja...
OdpowiedzUsuńo kurczę, masz rację, czas też mija...
Usuń"film oglądany z grzeczności" - brzmi przykro.
OdpowiedzUsuńale jakie miłe może być, gdy taki film nas pozytywnie zaskoczy!
Nie, ten niestety nie zaskoczył...
Usuńbo wszystko mija. nawet najgorsza żmija :)
OdpowiedzUsuń